s/y ZJAWA i Władek Wagner
Kategoria : Z historii wodniactwa
Wiktor Wróblewski 26.12.2003 13:20

Władysław Wagner był patronem mojej drużyny, więc o każdej ze trzech ZJAW mógłbym osobną gawędę wyskrobać...
...lecz tym razem postaram się w skrócie opowiedzieć o wszystkich trzech naraz.



Lektura przygód oceanicznych żeglarzy wywierała bardzo silny wpływ na młode umysły. Marzono o dokonaniu podobnych wyczynów pod polską banderą i przygotowywano się do tego jawnie lub skrycie. Pierwszym żeglarzem, któremu udało się zrealizować oceaniczne zamysły był harcerz, Władysław Wagner. Wspólnie z uczniem malarskim Rudolfem Korniłowskim przebudował on wydobyty z gdyńskiego piasku wrak starej szalupy długości 3,8 metra i wyposażył w ożaglowanie gaflowe oraz balast. Zamiarem Władka Wagnera było odbycia wielkiego rejsu.

 

W dniu 8 lipca 1932 roku odbyło się w Gdyni skromne pożegnanie ZJAWY, na której dwaj zapaleńcy wyruszali rzekomo w bałtycki rejs. Wyprawa była niewątpliwie szalona, gdyż młodzi żeglarze nie mieli ani odpowiedniego statku, ani wystarczającej wiedzy żeglarskiej, ani środków na odbycie dalekiej podróży oceanicznej. Już na Skagerraku okazało się, że ZJAWA jest źle zrównoważona i wymaga założenia bukszprytu i dużego kliwra. Po tej przeróbce powierzchnia jej żagli wynosiła 38 m². ZJAWA w dalszą drogę popłynęła przez Morze Północne. W pobliżu brzegów holenderskich spotkała parowiec TCZEW, któremu Wagner przekazał pierwsze informacje o swojej wyprawie. Pełna przygód nawigacja doprowadziła ZJAWĘ do Lizbony, gdzie przyjęto trzeciego uczestnika Frydsona, zatrudnionego przez polski konsulat w Portugalii. W połowie stycznia 1933 roku ZJAWA zawitała do Casablanki, gdzie nastąpiło spotkanie z Alainem Gerbault, odbywającym jedną z kolejnych swych wypraw.

 

Dalszym etapem był Dakar, gdzie ZJAWĘ przezbrojono na jol, dodając drugi maszt. Z Dakaru ZJAWA rozpoczęła 21 kwietnia 1933 roku skok przez Atlantyk, sterując ku brzegom brazylijskim i zawijając 3 czerwca do portu Belem po drugiej stronie Atlantyku. Wtedy załogę opuścił chory Rudek Korniłowski. Dalsza żegluga prowadziła przez Trynidad do portu Colon w pobliżu Cristobal. Tam Wł. Wagner sprzedał jacht i rozstał się z Frydsonen. Zanim przystąpił do poszukiwania innego jachtu napisał wspomnienia z dotychczasowych przygód i przesłał je do kraju. Potem kupił niewykończony jacht i nie mając właściwie szansy na uruchomienie go, przystąpił do pracy. W marcu 1934 roku otrzymał pierwszą zaliczkę od polskiego wydawcy, w maju zamówienie na cykl reportaży dla "Gazety Polskiej". Opisy jego wyprawy cieszyły się w ojczyźnie wielką poczytnością, była to bowiem szczera relacja z żeglugi odbywanej według słońca i gwiazd.

 

Przygotowanie jachtu do dalszej żeglugi było bardzo kosztowne. Wtedy nad Wagnerem roztoczył opiekę Związek Harcerstwa Polskiego. Jego ZJAWA II była keczem o 100 m² żagli, o długości 14,4 metra, szerokości 3,9 metra i zanurzeniu 1,3 metra. Kiedy jacht był już na wodzie, do portu Colon zawitał DAR POMORZA. Spotkanie było radosne. W grudniu 1934 roku. ZJAWA II przebyła na holu za DAREM POMORZA Kanał Panamski. Na Oceanie Spokojnym nastąpiło rozstanie. Władek z nowym towarzyszem podróży, Józefem Szczyptą, pożeglował na Morza Południowe. W październiku 1935 roku na Wyspie Suva, w archipelagu Fidżi okazało się, że poszycie jachtu przeżarły świdraki. Władek Wagner sprzedał wrak jachtu, rozstał się ze Szczyptą i popłynął statkiem do Australii.

 

W Sydney spotkał życzliwych Polaków, czekało też na niego honorarium za książkę. W teczce miał rysunki konstrukcyjne nowego jachtu, który zamierzał zbudować w Ekwadorze. ZJAWA III gotowa była do żeglugi dopiero w końcu czerwca 1937 roku. Mając za towarzysza australijskiego Polaka Władysława Kondratowicza, wypłynęli z portu Guayaquil przez Wyspy Tuamotu,  a w końcu sierpnia dopłynęli z Ekwadoru do Tahitii. Potem Wagner odwiedził na Bora-Bora Alaina Gerhault i w listopadzie zawinął do Sydney. Po ośmiomiesięcznym pobycie w Australii Władek Wagner wyruszył 10 lipca 1933 roku w drogę powrotną do kraju. Do załogi przyjął dwóch australijskich skautów: Walscha i Smitha. Ten ostatni szybko zrezygnował z wyprawy, ustępując miejsca Bernardowi Plowrightowi.

 

Władysław Wagner obrał drogę przez Dżakartę, gdzie oczekiwał go patent kapitański wydany przez Polski Związek Żeglarski. Z Dżakarty przez Morze Czerwone, Kanał Suezki i Gibraltar ZJAWA III płynęła na Atlantyk. Dnia 4 lipca 1939 roku Władysław Wagner znalazł się na trawersie portugalskiego przylądka Faro, który dokładnie przed sześciu i pół laty minął na ZJAWIE I. Zapisał w dzienniku:"Pierwszy polski jacht okrążył Ziemię", co w gruncie rzeczy nie było prawdą, gdyż dotyczyło jedynie jego samego.

 

Wagner nie dotarł do Polski. II Wojna Światowa zaskoczyła go w Great Yarmouth w Anglii, dokąd zawinął po drodze.